Autorytet zabiera głos...
Dodane przez himilsbach dnia Maj 04 2010 22:08:51
Image and video hosting by TinyPic
Rozszerzona zawartość newsa
Andrzej Wajda, jedyny chyba reżyser, który miał się dobrze za kolejnych I sekretarzy PZPR – od Bieruta (słynny, choć dziwnie pomijany w dorobku artysty socrealistyczny „produkcyjniak” „Trzy opowieści”, którego był współscenarzystą, określany niekiedy jako „Hutnicy ‘53”, czy dokument „Kiedy ty śpisz” o ludziach, którzy „pracują, by spać mógł ktoś”) po Jaruzelskiego, potem zaś z równą gracją poruszał się w labiryncie neoliberalnych hien politycznych – uważany jest przez środowisko „Gazety Wyborczej” za autorytet. I to by się jeszcze może nawet dało znieść, gdyby nie fakt, iż z wielu oficjalnych wypowiedzi twórcy lepszych (onegdaj) czy gorszych (ostatnimi czasy) filmów wynika, że on sam miałby ochotę sięgnąć po rząd dusz nie poprzez sztukę, a wypowiedzi i postawy stricte polityczne. Okazji do popisów ma teraz pan Wajda niemało. Żyjemy w kraju permanentnej politycznej paranoi – wystarczy przypomnieć casus Marka Belki, premiera, który zasiliwszy kilka lat temu szeregi opozycyjnej Partii Demokratycznej (demokraci.pl) stanął, jako jej lojalny członek, przeciwko własnym ministrom i samemu sobie! Trudno traktować poważnie polskie „elity” -rozhisteryzowane, kapryśne, przekonane o własnej misji dziejowej inaczej, niźli w kategoriach kiepskiego kabaretu. Kiepskiego, bo skutki jego „występów” dotykają coraz większą liczbę Kowalskich. Jakby nie dość było polityków zmieniających partie, gdy tylko zajdzie tzw. konieczność – do kabaretu dołączają znani i mniej znani pracownicy naukowo-dydaktyczni (to prawdziwszy termin od „naukowców”) i artyści (zazwyczaj na początku lub u schyłku kariery). Wajda od lat jest osobą publiczną, której wszelkie równie publiczne wypowiedzi znajdują szeroki rezonans wśród tych, którzy chcą uchodzić za nowoczesnych, wykształconych i europejskich. Tym razem rozmawiał z żurnalistą „Le Monde”, a wywiad skwapliwie przytaczały w całości media nad Wisłą. Współtwórca koncernu prasowego „Agora” (prawdziwa, grecka agora była miejscem dla głosów wszystkich obywateli, ta rodzima - tylko dla „kumpli”) opowiada o swoich odczuciach po katastrofie prezydenckiego Tu 154M. Już pierwszy akapit rozmowy ukierunkowuje Czytelników: „Los, jaki dotknął prezydenta Kaczyńskiego, jest tragiczny. Ale powinniśmy się dowiedzieć, w czym pomogą nam czarne skrzynki, czy decyzję o lądowaniu podjęto na jego rozkaz. Czy to prezydent zaryzykował życiem wszystkich pasażerów? Nikt by o tym nawet nie pomyślał, gdyby nie gruziński precedens.” (Podczas oficjalnej wizyty prezydent Kaczyński domagał się wylądowania mimo złych warunków, lecz wówczas pilot odmówił – przyp. Le Monde). Czyli ogromna strata, ale i… „wątpliwość”, rzucona pod pretekstem „poszukiwania prawdy”, a rozważana jako najbardziej widocznie dla reżysera prawdopodobny scenariusz wypadku, spośród wielu, branych pod uwagę. Dzięki takiemu rozłożeniu akcentów, prezydent Kaczyński już na wstępie staje się postacią nie tylko niewiarygodną, ale wręcz sugerowanym sprawcą nieszczęścia. Jeśli Andrzej Wajda przyjmuje taką hipotezę za nasuwającą się „automatycznie” po historii znad Tbilisi, to nic dziwnego, iż miejsce pochówku pary prezydenckiej wydaje mu się niewłaściwe. Le Monde: Dlaczego zdecydował się pan opublikować w dzienniku „Gazeta Wyborcza” krótkie wezwanie, aby Kościół zrezygnował z pochowania pary prezydenckiej w katedrze wawelskiej w Krakowie? Myślałem, że jeden argument poruszy równocześnie i władzę, i naród. W chwili, gdy obchodziliśmy żałobę narodową, w atmosferze prawdziwej wspólnoty, niedopuszczalnym było prowadzenie do podziałów. Jeśli społeczeństwo cementuje się wokół tragedii, po co je dzielić? Nie sądziłem jednak, że znajdę się na bezludnej wyspie. Choć może nie całkiem: wiele osób na ulicy mi gratulowało. Ale to Platforma Obywatelska powinna była zabrać głos, a nie ja.” „GW” jest poniekąd własnością pana Wajdy, nie tylko jako udziałowca, ale człowieka pewnej idei. Inne tytuły niekoniecznie zamieściły by apel twórcy, nadredaktor Michnik odmówić nie mógł (o ile sam o to nie poprosił)… Pyta Wajda: „Jeśli społeczeństwo cementuje się wokół tragedii, po co je dzielić?” Pyta ze wszech miar słusznie. Tylko dlaczego SAM wkłada kij w mrowisko? Czy jemu, jako autorytetowi „GW”, czynić to wolno? Wajda wzywa do pojednania w obliczu, co by nie było, narodowej tragedii a miast jednać jątrzy tylko i powiększa podziały polskiego społeczeństwa. Oczywista, filmowy wieszcz zostaje wysłuchany przez „cywilizowaną” Europę, która Lecha Kaczyńskiego kochać nie miała za co. I jego głos obwieszcza mieszkańcom Unii Europejskiej – „Nie wszyscy Polacy są „be”. Ci, których popieracie – popierają was, kochani Europejczycy.” Tak naprawdę mało którego mieszkańca Portugalii czy Grecji obchodzą osoby obu panów – Wajdy i Kaczyńskiego. Zmarły tragicznie prezydent RP solą w oku był tylko unijnym politykom, zwłaszcza kanclerz Merkel i prezydentowi Francji (stąd też akurat „Le Monde”). Władcom Kremla także, ale ci akurat za Wajdą również nie przepadają. Oboje przywódcy UE mają teraz kolejny powód do kpin z Polski i Polaków (czyli i Mistrza Wajdy), którzy nawet wobec niebywałej tragedii po kilku dniach zadumy rozpoczynają walkę na słowa o miejsce ostatniego spoczynku Pierwszej Pary Rzeczypospolitej. Jest tedy pretekst, by po raz kolejny ukazać opinii kontynentu naszych rodaków jako warchołów i głupców, niegodnych posiadania własnej państwowości, skoro sami (i to bardzo świadomie) niszczą pamięć o narodowych symbolach. Trudno przypuścić, by Andrzej Wajda owych konsekwencji własnego apelu i wypowiedzi dla „Le Monde” nie przewidział. Czytać i pisać potrafi. Myśleć również. Mówi Wajda: „Już teraz ocenia się zasługi prezydenta Kaczyńskiego przez pryzmat jego pochówku pomiędzy królami Polski. Tymczasem, w zasadzie, kiedy umiera człowiek, taką ocenę pozostawia się na później, warto dać sobie trochę czasu, pozostawić to zadanie historykom.” Jak dotąd, poza kilku nawiedzonymi, nie znam ludzi, którzy patrzą na postać byłego prezydenta RP tak, jak opowiada współscenarzysta „Trzech opowieści”. Kilkuletnia nagonka mediów na prezydenta, w której „jego” „GW” brylowała, jakoś się w tym momencie Wajdzie nie przypomina. Historykom zaś zostawiłbym wyłącznie docieranie do faktów. Od lat interpretują je przecież zgodnie z wolą akurat rządzących. Jest zupełnie inną sprawą, czy Lech Kaczyński powinien spoczywać w Krakowie, Warszawie czy np. w Gdańsku. Istniały racje za każdym z tych rozwiązań. Ale kłótnia nad trumnami nie przystoi nikomu, nawet bywalcom najgorszych wiejskich dyskotek. O autorytetach, europejskiego podobno formatu, nie wspominając. Reżyser ma prawo do swego zdania. Zamordyzmu JESZCZE w Polsce nie wprowadzono (brak wyraźnych dyrektyw z Brukseli?). Ale prywatnego – powtarzam – PRYWATNEGO, panie Wajda. Zdanie wypowiedziane przez osobę publiczną na szerszych łamach - staje się w przypadku żałoby narodowej już nie politykowaniem, ale politykierstwem. W jednym, niestety, wypada się z Andrzejem Wajdą zgodzić – w chwili, gdy niektórzy (nawet po śmierci) dezawuują postać prezydenta RP, inni usiłują zbić na niej własny kapitał polityczny. Jest to równie niesmaczne, jak wypowiedź polskiego reżysera dla „Le Monde”. Ale takie mamy „elity”. Czy naprawdę na nie jako naród zasługujemy, to już całkiem inna historia. Coraz bliższy mi pogląd, iż II wojna światowa wciąż daje Polsce o sobie znać. Upraszczając - tych wykształconych, pro-obywatelskich intelektualistów wybili Sowieci (nie: Rosjanie, oni byli w stalinowskim ZSRR jedną z bardziej prześladowanych nacji) i Niemcy. PRL wykreował „elitę” miernot, gdyż taka tylko posłuszna być mogła nowej władzy. Jednym miernotom radosny ustrój zafundował dyrektorskie stołki, innym stypendia twórcze. Neoliberalizm, głosząc demokrację i WOLNY rynek, czerpie wzory z poprzedniej epoki. Rządzenie i administrowanie opiera na partyjnych kluczach, korporacje promują pracowników-donosicieli a jednostki niepokorne resocjalizuje się dość skutecznie brakiem pracy. Na TEN temat – Andrzej Wajda woli się jednak nie wypowiadać. DOPISANIE: Oto znaleziony na stronie http://www.okn.edu.pl/filmografia/52-53.htm „bryk” scenariusza „Trzech opowieści”: Opowiadanie I Na budowie sabotażyści niszczą transport cementu. Zagrożona jest ciągłość pracy, ale dzięki pomocy junaków Służby Polsce udaje się pokonać kłopoty. Zdekonspirowani sabotażyści zabijają młodego przodownika pracy. Opowiadanie II W jednej z brygad Służby Polsce junak Jacek nie chce się podporządkować wymaganiom kolektywu, lekceważy nałożone kary. Kiedy jednak jego kumple od kieliszka zaczynają niszczyć wspólną pracę brygady, Jacek staje przeciw nim. Opowiadanie III Junak Adam przyprowadza chrzestnym konia, chce im się odwdzięczyć za wychowanie. Zapomniał jednak o kupnie owsa. Konia za długi przejmuje miejscowy kułak. Chrzestny wstępuje do zakładanej spółdzielni, chce sam poprawiać swój los. Adam i jego dziewczyna Maryna - jako przodownicy pracy - jadą na Warszawski Festiwal Młodzieży. A potem można już być TYLKO autorytetem… Link