PALIKOTYZM STOSOWANY, CZYLI WSZELKIE CHWYTY DOZWOLONE
Dodane przez himilsbach dnia Lipiec 12 2010 18:25:28
Image and video hosting by TinyPic

Nie mam zwyczaju pakowania w Google'a każdego nazwiska, jakiego nie znam. 
Ten typ zachowania trąci mi - delikatnie sprawę ujmując - ubeckimi metodami oglądu
świata. Nie wszystko wiedzieć należy i... nie wszystko wiedzieć warto.
Toteż nie będę „sprawdzał”, kim jest autor artykułu, zamieszczonego 
o godz. 23:32, 4. lipca na jednym z blogów „Salonu24”.
Podpisał się jako Andrzej Jarecki i niech tak zostanie.
Pretekstem do napisania tekstu z „Salonu...” stała się śmierć Rafała
Górskiego, człowieka, który umiał twórczo łączyć (w praktyce również)
różne kierunki myślenia społecznego. Sam określał się jako
„anarchista” i za takiego (czyli „wroga państwa”)
był powszechnie uważany. Gdyby jednak używał szyldu nie anarchisty a np.
mykologa (specjalista od wszelkich grzybów) - i tak pozostałby sobą: głęboko
wrażliwym na krzywdę innych - HUMANISTĄ.
W dodatku humanistą niezłomnym, bo choroba długo nie odbierała mu ani chęci, ani 
też możliwości dalszego uczestniczenia we wprowadzaniu na grunt polski
demokracji partycypacyjnej, wspierania eksmitowanych na bruk lokatorów czy
walczących o ludzką godność wałbrzyskich biedaszybników.
Zaczyna pan Jarecki nawet efektownie: „Dziś 4 lipca 2010 roku dowiedziałem 
się dwóch rzeczy 1) że zmarł na nowotwora złosiliwego krakowski anarchista
Rafał Górski oraz 2) że nowotworem złościwym można się zarazić.”
Błędów autora NIE poprawiam, kładąc je na karb wzruszenia śmiercią Rafała.
Tylko przypadek wypadałoby JEDNAK zmienić: nie na „nowotwora
złośliwego” a „nowotwór złośliwy”, Drogi Autorze.
Mniej efektowne jest późniejsze przeklejenie fragmentu tekstu ze strony 
„Rozbratków” (czy też OZZ IP), co wszak uczynić można, ale
stosując przynajmniej cudzysłów. Z grzeczności dla prawdziwego twórcy akapitu,
o zawodowej uczciwości nie wspomnę... To, co Andrzej Jurecki naprawdę wie o
Górskim, zawiera zdanie, akapit kończące. Ono chyba JEST dziełem autora
blogu: „Ogólnie można powiedzieć działacz środowiska
niepodległościowego”. Skromnie dodałbym jeszcze „i
wolnościowego”, choć nie wszyscy na takie szczegóły uwagę zwracać muszą.
I... to właściwie wszystko, co red. Jarecki ma do powiedzenia na temat odejścia 
krakowskiego filozofa społecznego, działacza związkowego i publicysty. Nieco
dłuższa „reszta” tekstu jest zbiorem przeróżnych wypisków
„naukowych”, a dotyczących wirusowego pochodzenia różnych
odmian raka, w tym nowotworu szyjki macicy. Rafał, niestety, kobietą nie był,
toteż analogia baaaaaaaaaaaaaaaaaaradzo odległa...
Przez chwilę zastanawiałem się nawet, czy aby autor artykułu  nie usiłuje 
spostponować postaci zmarłego poprzez obwieszczenie, iż przynajmniej
niektórymi rodzajami rakowych wirusów można zarazić się drogą płciową,
podobnie jak AIDS. To by chociaż był mini-skandal! Ale nie, Andrzej Jarecki
zestawia raczej wszystko (niewiele), co przeczytał o Rafale i o wirusowym
pochodzenia rozpowszechnionych odmian raka, licząc na...
I tu zaczyna się MÓJ problem. Doprawdy, trudno mi pojąć, na co mianowicie liczył 
Andrzej Jarecki, publikując swoje dywagacje i tym i owym. Konkluzji żadnej
(w dowolnie wybranym miejscu artykuł mógłby się zakończyć z tożsamym
skutkiem), zaś do postaci zmarłego red. Jarecki nie wraca ani na chwilę.
Nie ja znalazłem tekst „Działacz niepodległościowy Rafał Górski a zakażenie 
rakiem” w Necie. Zrobił to inny kolega (w tym przypadku PRZYJACIEL)
krakowskiego myśliciela, Andrzej Kliś. Ale w komentującym link mailu zawierała
się chyba odpowiedź - po głębokim (mnie też się zdarza) namyśle dochodzę do
wniosku, iż głównym (być może wręcz jedynym) powodem umieszczenia
artykułu w Sieci stała się chęć spopularyzowania własnej postaci. Nietrudno było
przewidzieć, iż w związku z odejściem Górskiego link będzie lepiej
pozycjonowany w wyszukiwarkach, gdyż zainteresowanie postacią Rafała -
wzrośnie.
Dzięki wielkie red. Beacie Traciak z „W24”, za interwencję u 
zarządzającego „Salonem24”. Tekst Andrzeja Jareckiego
narusza bowiem „zasady gry” i nie powinien być udostępniony
Czytelnikom.
A jako rodzaj „kary” dla jego autora proponowałbym napisanie 
solidnej monografii Rafała. I to teraz, póki żyją (i mają się dobrze) bez
sklerozy czy innego Alzheimera ludzie, z którymi był blisko.
Wniosek ze sprawy smutny: palikotyzm triumfuje także w Necie, wszyscy chcą być 
WIDOCZNI, tylko czy rzeczywiście na to zasługują?
(Lech L. Przychodzki)